polityka_w_krzywym_felieton_3

Polityka nie szuka prawdy. Szuka alibi

W Polsce konsultacje społeczne coraz rzadziej służą realnemu dialogowi z obywatelami. Zamiast tego stały się jedynie biurokratyczną procedurą, którą należy bezrefleksyjnie odnotować w tabeli. Projekt ustawy trafia do zainteresowanych środowisk, a urzędnicy wyznaczają krótki termin na zgłoszenie uwag. Następnie większość merytorycznych propozycji znika w lakonicznej formule o braku uwzględnienia wniosku. Dzieje się tak nie dlatego, że uwagi były błędne merytorycznie. Często ich przyjęcie wymagałoby po prostu zmiany całej koncepcji, przyznania się do błędu lub przesunięcia zaplanowanej konferencji prasowej.
Rządzący coraz rzadziej pytają fachowców, jaki krok powinni wykonać. Znacznie częściej pytają o to, jak uzasadnić to, co sami już wcześniej postanowili. To zasadnicza i niezwykle bolesna różnica. W pierwszym przypadku wiedza realnie uczestniczy w procesie podejmowania decyzji. W drugim staje się wyłącznie tanią usługą wizerunkową.

Poszukiwanie alibi zamiast prawdy

Doradca ma dziś dostarczyć wygodnych argumentów, ale nie powinien w żaden sposób wpływać na kierunek działania. Oczekuje się od niego języka nauki, który jednak prowadzi do politycznie pożądanego wniosku. Najlepszy fachowiec to obecnie człowiek przewidywalny, który doskonale wie, czego w danym momencie nie wolno mówić. Problem polega na tym, że decydenci wybierają sobie autorów opinii pod z góry założoną tezę.
Jeżeli oficjalna ekspertyza okazuje się niewygodna, po prostu zamawia się kolejną analizę. Jeśli raport przeczy sukcesowi, natychmiast powołuje się nowy zespół roboczy. W ten sposób wiedza przestaje służyć do poznawania faktów, a eksperci w polityce stają się amunicją w partyjnym sporze. Każda strona dysponuje dziś własnymi instytutami, prawnikami oraz sondażami. Celem przestało być ustalanie prawdy, a stało się produkowanie wersji rzeczywistości przygotowanej pod wyborców.

Niewygodny głos rozsądku

Prawdziwa ekspertyza rozpoczyna się tam, gdzie bezpowrotnie kończy się wygoda władzy. Rzetelny praktyk nie zawsze przynosi proste rozwiązania, które można umieścić na kolorowej planszy konferencyjnej. Czasami wprost mówi on, że pomysł jest fatalny, budżet niewystarczający, a skutki reformy będą odwrotne od zapowiedzi. Przypomina również, że państwo nigdy nie działa za pomocą pobożnych życzeń.
Człowiek, który ostrzega przed błędami, natychmiast psuje prostą opowieść propagandową. Nie pasuje on do komunikatu, w którym każda ustawa jest przełomowa, a każdy projekt kompleksowy. Polityka potrzebuje krótkiego hasła, wyraźnego wroga i szybkiego sukcesu. Specjalista mówi natomiast o realnych konsekwencjach, które pojawiają się w gospodarce dopiero po wyłączeniu telewizyjnych kamer.

Dekoracja demokracji i triumf marketingu

Współczesny system nagradza tych, którzy potrafią sprawnie opowiadać o państwie, a nie tych, którzy rzeczywiście je rozumieją. Człowiek z wieloletnim doświadczeniem przegrywa z doradcą od wizerunku, który potrafi zamienić problem w trzy efektowne punkty prezentacji. Praktyk przegrywa ze specjalistą od marketingu, który wymyślił chwytliwą nazwę dla nowej reformy. Liczy się tylko to, czy dany pomysł da się medialnie sprzedać.
Dlatego tak wiele zmian prawnych wygląda znakomicie wyłącznie podczas ich ogłaszania. Kiedy światła gasną, z problemem zostają przedsiębiorcy, samorządy oraz zwykli obywatele. Jeśli prawo nie działa, winę przypisuje się urzędnikom lub niewłaściwemu wdrożeniu. Niewątpliwie najbardziej cyniczne jest to, że władza nadal chętnie otacza się profesurą, aby przejąć część jej autorytetu. Eksperci w polityce stają się wówczas jedynie dekoracją demokracji i statystami w przedstawieniu.

Odwaga do zmiany błędnych decyzji

Oczywiście odpowiedzialne rządzenie nie polega na bezkrytycznym wykonywaniu poleceń naukowców, ponieważ oni również mogą się mylić. Mandat do sprawowania władzy posiadają wyłącznie wybrani politycy. Prawdziwe przywództwo polega jednak na uczciwym słuchaniu odmiennych zdań, kalkulacji ryzyka oraz jasnym tłumaczeniu kosztów. Dziś zbyt często decyzja jest polityczna, argumentacja rzekomo naukowa, a odpowiedzialność za błędy pozostaje niczyja.
Nie potrzebujemy kolejnych rad, komisji ani strategii odkładanych natychmiast na półkę. Państwo potrzebuje liderów zdolnych powiedzieć, że czegoś nie wiedzą lub że popełnili błąd i zmieniają zdanie. Silny przywódca nie boi się ludzi mądrzejszych od siebie. Z kolei słaby polityk otacza się wyłącznie klakierami, przez co o swoich błędach dowiaduje się dopiero od bezwzględnej rzeczywistości. W Polsce nie brakuje mądrych ludzi ani trafnych diagnoz. Brakuje natomiast elementarnej odwagi, aby dopuścić wiedzę tam, gdzie rzeczywiście zapadają kluczowe decyzje.

Grzegorz Bebłowski

Doświadczony ekspert w dziedzinie zamówień publicznych, działający w branży od 2007 roku. Jako pełnomocnik Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, przyczynił się do istotnych zmian legislacyjnych, co zostało docenione medalami i wyróżnieniami. Posiada solidne wykształcenie prawnicze i ekonomiczne z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Jako biegły sądowy i członek Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych, publikuje artykuły i bierze udział w debatach branżowych, dbając o najwyższe standardy etyczne w swojej pracy.

Zapraszam do kolejnych felietonów:

Przewijanie do góry