polityka_sztuka_felieton

Kiedy państwo wie o obywatelu wszystko, ale przestaje go rozumieć

Wiedza to nie to samo co zrozumienie

Nigdy wcześniej władza nie wiedziała o nas tak wiele jak dzisiaj. Wie doskonale, ile zarabiamy, gdzie pracujemy i jakie dokładnie płacimy podatki. Wie również, jakie nieruchomości posiadamy oraz z jakich świadczeń na co dzień korzystamy. Co więcej, każdego roku powstają kolejne rejestry, ogromne bazy danych i nowe systemy informatyczne. Administracja dysponuje dziś ilością informacji, o jakiej jeszcze dwie dekady temu mogła jedynie pomarzyć. Paradoks polega jednak na tym, że im więcej państwo wie o obywatelu, tym częściej sprawia wrażenie, jakby zupełnie go nie rozumiało. Przecież sucha wiedza o człowieku to nie to samo, co jego faktyczne zrozumienie.

Kiedy cyfry zasłaniają rzeczywistość

Cyfry absolutnie nie pokazują naszej codzienności. Nie pokażą one przedsiębiorcy, który poświęca mnóstwo cennego czasu na spełnianie kolejnych obowiązków administracyjnych zamiast rozwijać własną firmę. Nie pokażą też dyrektora szkoły, który większość dnia spędza przed komputerem zamiast zajmować się uczniami. Ponadto nie pokażą lekarza walczącego z systemem ani zmęczonego urzędnika, który odpowiada wyłącznie za obsługę procedur. Najbardziej niepokoi mnie jednak coś zupełnie innego. Odnoszę mianowicie wrażenie, że utożsamiono ogromną ilość informacji z wysoką jakością zarządzania. Jeżeli pojawia się jakikolwiek problem, natychmiast tworzymy nowy rejestr. Z kolei gdy dochodzi do nadużyć, wprowadzamy po prostu kolejne oświadczenie i następny obowiązek informacyjny.

Arkusz kalkulacyjny to nie życie

Ten biurokratyczny mechanizm wydaje się niezwykle prosty. Skoro będziemy mieli znacznie więcej danych, łatwiej będzie nam podejmować właściwe decyzje. Tyle że prawdziwe życie zupełnie nie działa jak arkusz kalkulacyjny. Za każdym nowym obowiązkiem zawsze stoi żywy człowiek. Ktoś musi dokładnie przeczytać przepisy, zrozumieć je, a następnie przygotować i przesłać dokumenty. W zaciszu ministerstwa nowy obowiązek zajmuje często zaledwie kilka linijek uzasadnienia do projektu ustawy. Niestety, w urzędzie, szkole czy przedsiębiorstwie oznacza to kolejne godziny ciężkiej pracy. I właśnie w tym miejscu pojawia się nasz zasadniczy problem.

Zjawisko groźnej inflacji obowiązków

Każdy pojedynczy obowiązek wydaje się stosunkowo niewielki. Problem polega na tym, że nikt nie projektuje państwa z perspektywy człowieka, który wykonuje ich każdego dnia kilkadziesiąt. Powstaje w ten sposób niezwykle groźne zjawisko, które można nazwać inflacją obowiązków. Każda nowa regulacja wydaje się z pozoru wysoce racjonalna. Jednak wszystkie te formularze razem zaczynają tworzyć system, którego głównym zadaniem staje się wyłącznie obsługa samego siebie. W rezultacie administracja coraz więcej czasu poświęca po prostu administracji.
Państwo projektowane jest obecnie z perspektywy systemów informatycznych. Liczy się tylko to, czy dane zostały przesłane w terminie i czy system pokazuje wykonanie zadania. Znacznie rzadziej pada pytanie o to, czy dzięki temu obywatelowi rzeczywiście żyje się łatwiej.

Czas odzyskać zrozumienie człowieka

Złożonej rzeczywistości nie da się zamknąć w excelowskich tabelach. Nie da się również zmierzyć zaufania do instytucji kolejnym sprawozdaniem. Największą wartością każdego kraju nie są bowiem gromadzone informacje, lecz zawsze są nią ludzie. Tymczasem obywatel powoli przestaje być partnerem dla urzędu, a staje się jedynie darmowym źródłem danych. To niezwykle subtelna, ale jakże istotna różnica.
Dobre państwo absolutnie nie powinno dążyć do tego, aby wiedzieć o nas wszystko. Powinno ono przede wszystkim rozumieć, z jakimi problemami mierzymy się każdego dnia. Jeśli władza posiada nasze dane, ale ignoruje codzienność, zaczyna tworzyć prawo wyłącznie dla własnej wygody. A wtedy, niestety, przegrywamy my wszyscy. Dzieje się tak dlatego, że chociaż państwo wie o obywatelu niemal wszystko, to zupełnie przestało go słuchać. Prawdziwa reforma administracji publicznej powinna zatem rozpocząć się od odzyskania umiejętności rozumienia człowieka.

Grzegorz Bebłowski

Doświadczony ekspert w dziedzinie zamówień publicznych, działający w branży od 2007 roku. Jako pełnomocnik Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, przyczynił się do istotnych zmian legislacyjnych, co zostało docenione medalami i wyróżnieniami. Posiada solidne wykształcenie prawnicze i ekonomiczne z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Jako biegły sądowy i członek Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych, publikuje artykuły i bierze udział w debatach branżowych, dbając o najwyższe standardy etyczne w swojej pracy.

Zapraszam do kolejnych felietonów:

Przewijanie do góry