Tarcze, dodatki, dopłaty – czy potrafimy jeszcze żyć bez pomocy państwa?

W październikowym felietonie wspomniałem o nieudolności programów demograficznych, takich jak 800 plus. Są to jednak obecnie tylko jedne z licznych dopłat, którymi nasze państwo hojnie obdarowuje swoich obywateli.
Robi to, mimo że w kasie budżetu brakuje pieniędzy. Czy te działania są właściwe? Nie ma narzędzia, które by to obiektywnie oceniło. Pewne jest jednak to, że polski budżet jest dziurawy jak sito, co wręcz wymusza zoptymalizowanie tych dodatków. Problem jednak nie leży tylko w cyfrach. Leży w naszej mentalności.

Koniec mitu zaradnego Polaka

Jeszcze nie tak dawno nasza duma narodowa opierała się na czymś innym niż składaniu wniosków o świadczenia. Była to opowieść o zaradnym Polaku, który sam sobie poradzi – z ZUS-em, z urzędem i z trudami życia.
A dziś? Dziś Polak przed śniadaniem sprawdza, czy nie przysługuje mu dopłata do jogurtu i tarcza na drożdże. Dopłaty stały się naszym nowym chlebem powszednim, a może raczej masłem, do którego rząd chętnie dorzuci osłonę inflacyjną.

Menu pełne dodatków

Lista wsparcia jest długa: 500 plus, 300 plus, 800 plus, bon turystyczny, dodatek węglowy, gazowy, energetyczny, osłonowy, emerytalny, klimatyczny, a czasami po prostu kryzysowy.
Z jednej strony trudno się dziwić – czasy są niepewne, trwa wojna, a ceny prądu są wysokie. Ludzie sobie nie radzą, więc państwo wchodzi w rolę zbawcy, obiecując: przyjdziemy, damy, pomożemy. Tylko że z czasem ten ratunek przestaje być wyjątkiem, a staje się normą.

Społeczeństwo obywatelskie czy społeczeństwo petentów?

Wtedy rodzi się pytanie: czy my jeszcze umiemy żyć bez tego wspomagacza?. Z jednej strony słyszymy, że jesteśmy silni i niezależni. Z drugiej – każdy miesiąc przynosi nowy pakiet pomocy. Coraz trudniej się połapać, czy mamy zarabiać, czy czekać na kolejny przelew z budżetu.
Uzależnienie od państwowego wsparcia działa jak każda inna zależność – na początku daje ulgę, ale potem odbiera sprawczość. Zanim się zorientujemy, przestajemy pytać „jak sobie poradzę?”, a zaczynamy pytać „czy to już się należy?”.
Nie zrozumcie mnie źle – pomoc jest potrzebna. Pytanie jednak, gdzie jest granica między wsparciem a wychowywaniem obywatela, który nie umie funkcjonować bez kroplówki.

Niebezpieczna zmiana mentalności

Dziś nawet średniozamożni z niecierpliwością czekają, co rząd „rzuci” w kolejnym roku budżetowym. Chodzi tu o mentalność i przekonanie, że państwo musi dać, a obywatel może pracować, ale niekoniecznie.
Takie podejście nie buduje społeczeństwa obywatelskiego, tylko społeczeństwo petentów. Warto czasem zatrzymać się i zapytać: czy potrafię żyć bez tego dodatku?. Czy potrafię sam zatroszczyć się o rodzinę? Jeśli nie, to znaczy, że przestaliśmy być wolni nie tylko ekonomicznie, ale i emocjonalnie.
Pamiętajmy: państwo daje, ale i zabiera. Dziś tarcza, jutro podatek. Jeśli się nie obudzimy, możemy skończyć w kraju, gdzie bez decyzji ministra nie kupimy nawet cebuli.

Grzegorz Bebłowski

Doświadczony ekspert w dziedzinie zamówień publicznych, działający w branży od 2007 roku. Jako pełnomocnik Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, przyczynił się do istotnych zmian legislacyjnych, co zostało docenione medalami i wyróżnieniami. Posiada solidne wykształcenie prawnicze i ekonomiczne z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Jako biegły sądowy i członek Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych, publikuje artykuły i bierze udział w debatach branżowych, dbając o najwyższe standardy etyczne w swojej pracy.

Zapraszam do kolejnych felietonów:

kobiety_polityka

Polityka nie jest od rządzenia. To największy problem państwa

Zmęczenie codziennym spektaklem politycznym nie wynika z ideologii, ale z braku skuteczności państwa. Polityka, zamiast rozwiązywać problemy, zaczęła je mnożyć. Dlaczego decyzje zastąpiono konferencjami prasowymi, a merytoryczne zarządzanie ustąpiło miejsca walce o wizerunek? Czas na radykalne rozdzielenie polityki od profesjonalnego rządzenia.

Czytaj również >>
Przewijanie do góry