robotnik_felieton

Cichy proces ograniczania przedsiębiorczości

Od dłuższego czasu odnoszę coraz większe wrażenie, że nikt w Polsce nie ogłosił programu likwidacji małych przedsiębiorstw. I zapewne nikt takiego programu nigdy nie ogłosi. Nie ma zresztą takiej potrzeby. Wystarczy bowiem konsekwentnie podnosić koszty pracy, składki oraz podatki. Ponadto wystarczy dokładać kolejne obowiązki administracyjne, zwiększać ryzyko kontroli i tworzyć coraz wyższe bariery wejścia na rynek. Resztę zrobi już sama ekonomia.
Od 1 stycznia 2027 roku płaca minimalna ma ponownie wzrosnąć. Rząd zaproponował jej wysokość na poziomie 4950 zł brutto, wobec 4806 zł w 2026 roku. Z kolei minimalna stawka godzinowa miałaby wzrosnąć do 32,30 zł. Według oficjalnych szacunków rządu zmiana obejmie około 1,58 miliona pracowników. Można oczywiście powiedzieć, że to tylko 3 procent. Problem polega jednak na tym, że właściciel małej firmy nie płaci procentami. On płaci twardymi złotówkami co miesiąc za każdego zatrudnionego pracownika.

Efekt kaskadowy nowych obciążeń

Warto pamiętać, że nie chodzi tutaj wyłącznie o samo wynagrodzenie. Wzrost płacy minimalnej bezpośrednio wpływa również na inne obciążenia. Minimalna podstawa preferencyjnych składek społecznych jest ściśle powiązana z minimalnym wynagrodzeniem. Podobnie wygląda sytuacja z minimalną podstawą składki zdrowotnej dla części przedsiębiorców. Kolejna podwyżka minimalnej pensji nie kończy się zatem na pasku wynagrodzenia pracownika. Ona rozlewa się znacznie dalej.
Właściciel małego warsztatu, sklepu czy firmy budowlanej nie może po prostu wydać komunikatu prasowego o wzroście kosztów. On musi te pieniądze fizycznie znaleźć. Państwo, podnosząc wynagrodzenie minimalne, samo nie dokłada przecież do wypłaty. Cały koszt ponosi pracodawca, a szczególnie boleśnie odczuwa to ten najmniejszy. Niewielka firma nie posiada bowiem wielkiego działu finansowego ani możliwości przeniesienia działalności za granicę. I właśnie tu zaczyna się problem, o którym za mało rozmawiamy.

Polska gospodarka stoi na mikrofirmach

Według danych GUS w samym 2024 roku działało w Polsce prawie 2,37 miliona mikroprzedsiębiorstw. Pracowało w nich blisko 4,49 miliona osób. Koszty wynagrodzeń brutto w tej grupie wzrosły w ciągu roku aż o 10,3 procent. Co więcej, w trzecim kwartale 2025 roku mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 9 osób stanowiły aż 95,9 procent wszystkich aktywnych firm. Małe firmy w Polsce to nie jest margines gospodarki. To jest fundament całej naszej gospodarki.
Tymczasem przepisy projektujemy tak, jakby każdy przedsiębiorca posiadał sztab prawników, doradców i informatyków. Niestety tak nie jest. Często posiada on wyłącznie siebie oraz księgową, która właśnie poinformowała go o kolejnych zmianach.

Dziesięć zmian jednocześnie potrafi zabić biznes

Największym błędem w obecnej dyskusji jest ocenianie każdego nowego obowiązku osobno. Płaca minimalna? Tylko 3 procent. KSeF? Przecież to tylko system informatyczny. JPK? Kolejny plik. Certyfikacja? Przecież dobrowolna. Kontrole PIP? Uczciwy przedsiębiorca nie powinien się obawiać. Każde z tych zdań rozpatrywane oddzielnie można obronić. Jednak przedsiębiorca nie prowadzi firmy oddzielnie. On prowadzi ją jednocześnie.
Od 1 stycznia 2027 roku obowiązkowym KSeF zostaną objęci również najmniejsi przedsiębiorcy, którzy wcześniej korzystali z odroczenia. Od tego samego momentu kolejna grupa zostanie objęta obowiązkami elektronicznego prowadzenia i przekazywania struktur JPK w podatkach dochodowych. Maksymalne stawki podatków i opłat lokalnych na 2027 rok również pójdą w górę. W przypadku budynków związanych z działalnością gospodarczą stawka wzrośnie do 36,49 zł za metr kwadratowy.
Dodatkowo od 8 lipca 2026 roku Państwowa Inspekcja Pracy posiada nowe narzędzia do kontroli umów B2B oraz szerszy dostęp do danych ZUS i KAS. Do tego dochodzi system certyfikacji wykonawców zamówień publicznych obowiązujący od 12 lipca 2026 roku. Choć rozwiązanie jest fakultatywne, wkrótce może stać się rynkowym wymogiem. Duża firma poradzi sobie z kolejnym formularzem. Z kolei małe firmy w Polsce stają przed ogromnym torem przeszkód.

Granica ludzkiej wytrzymałości

Przedsiębiorcy od lat dają sobie radę ze wszystkimi trudnościami. Poradzili sobie z inflacją, pandemią, Polskim Ładem oraz zmianami podatkowymi. Warto jednak w końcu zadać inne pytanie: dlaczego państwo stale sprawdza, ile jeszcze przedsiębiorcy są w stanie wytrzymać? Przekroczenie tej granicy nie kończy się protestem przed ministerstwem. Przedsiębiorca po prostu nie zatrudnia kolejnej osoby, podnosi ceny lub rezygnuje z inwestycji. W najgorszym wypadku zamyka firmę i przechodzi na samozatrudnienie.
Problemem nie jest to, że pracownik powinien dobrze zarabiać, bo powinien. Problemem jest model, w którym polityka społeczna finansowana jest decyzją administracyjną obciążającą cudzy rachunek bankowy. Rząd może podnieść płacę minimalną jednym rozporządzeniem, ale przedsiębiorca nie podniesie tak swojej marży. Małe firmy w Polsce nie umierają od jednego wielkiego podatku. Umierają od tysiąca małych obowiązków. Jeśli nadal będziemy dokładać kolejne wymogi, prowadzenie niewielkiej firmy stanie się luksusem dostępnym tylko dla najbogatszych.

Grzegorz Bebłowski

Doświadczony ekspert w dziedzinie zamówień publicznych, działający w branży od 2007 roku. Jako pełnomocnik Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, przyczynił się do istotnych zmian legislacyjnych, co zostało docenione medalami i wyróżnieniami. Posiada solidne wykształcenie prawnicze i ekonomiczne z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Jako biegły sądowy i członek Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych, publikuje artykuły i bierze udział w debatach branżowych, dbając o najwyższe standardy etyczne w swojej pracy.

Zapraszam do kolejnych felietonów:

Przewijanie do góry