
Kiedy polityka staje się teatrem, państwo schodzi ze sceny
Kiedy polityka staje się teatrem, a obywatele widzami, największą cenę płaci państwo. Przeczytaj felieton o tym, jak polityka emocji niszczy reformy.
Potrzebujemy prostego mechanizmu odwołania parlamentarzystów przez obywateli w trakcie kadencji, choćby przez lokalne referenda. Skoro są naszymi reprezentantami, powinni móc zostać odwołani, jeśli przestają pełnić swoje funkcje — tak jak można odwołać prezydenta miasta czy burmistrza. To nie zamach na demokrację, to jej wzmocnienie.
Zmniejszenie liczby posłów i senatorów to nie fanaberia, tylko krok w stronę nowoczesnego, sprawnego państwa. Ta zmiana może w dłuższej perspektywie przynieść Polsce realne korzyści, zarówno finansowe, jak i jakościowe, a także zwiększyć zaufanie obywateli do instytucji demokratycznych.Parlament powinien być elitą intelektualną i moralną, a nie schronieniem dla partyjnych lojalistów. Mniejszy parlament oznacza:
· niższe koszty utrzymania,
· większą przejrzystość działań,
· łatwiejszą kontrolę społeczną,
· wyższą jakość debaty i legislacji,
· większą odpowiedzialność za słowa i decyzje.

Kiedy polityka staje się teatrem, a obywatele widzami, największą cenę płaci państwo. Przeczytaj felieton o tym, jak polityka emocji niszczy reformy.

Polska kultura narzekania ma się świetnie. Dlaczego tak łatwo analizujemy porażki, a nie potrafimy cieszyć się z sukcesów? Przeczytaj nowy felieton.

Zmęczenie codziennym spektaklem politycznym nie wynika z ideologii, ale z braku skuteczności państwa. Polityka, zamiast rozwiązywać problemy, zaczęła je mnożyć. Dlaczego decyzje zastąpiono konferencjami prasowymi, a merytoryczne zarządzanie ustąpiło miejsca walce o wizerunek? Czas na radykalne rozdzielenie polityki od profesjonalnego rządzenia.

Jeszcze niedawno duma narodowa opierała się na micie zaradnego Polaka. Dziś ten sam Polak dzień zaczyna od sprawdzenia, czy należy mu się kolejna tarcza. Kiedy pomoc w kryzysie zamieniła się w systemowe uzależnienie i dlaczego zamieniamy społeczeństwo obywatelskie na społeczeństwo petentów?

Prawo zamówień publicznych miało chronić finanse, ale w ochronie zdrowia coraz częściej staje się barierą między lekarzem a pacjentem. Zdrowie nie czeka na termin składania ofert, a PZP nie zna pojęcia „pilności medycznej”. Dlaczego przepisy stworzone dla betonu i asfaltu próbują regulować życie i śmierć?

W polskiej ochronie zdrowia pieniądze kończyły się zawsze za wcześnie, a chorzy pojawiali się zawsze za późno. To jedyny system, który od lat funkcjonuje w trybie awaryjnym. Diagnozujemy, dlaczego zamiast reform dostajemy „kroplówki” i biurokrację.