Państwo jak Netflix: abonament obowiązkowy, treści coraz mniej

Abonament, którego nie da się anulować

Państwo polskie jak Netflix – płacisz abonament, a i tak ciągle mniej w ofercie Co miesiąc, bez wyjątków, z konta znika przelew – podatek, składka, danina. Niby nie boli, bo człowiek przyzwyczajony. To trochę jak z Netfliksem: płacisz, żeby mieć dostęp do bogatej biblioteki filmów i seriali. Z tym że w przypadku państwa abonament jest obowiązkowy. Nie możesz anulować subskrypcji, nie możesz przerzucić się na konkurencję. Nie ma wypróbuj miesiąc za darmo, ani zrezygnuj w dowolnym momencie. Tu raczej działa zasada: płacisz i płaczesz.

Uboższa oferta usług publicznych

I teraz najlepsze. Tak jak w Netfliksie coraz częściej znika Twój ulubiony serial lub film, a w zamian dostajesz dziesiątą wersję programu o gotowaniu, tak i państwo serwuje Ci coraz skromniejszą ofertę usług publicznych.

Służba zdrowia – płatny finał odcinka

Weźmy służbę zdrowia. Zgodnie z opisem, każdy obywatel ma prawo do darmowej opieki. W praktyce – aby obejrzeć sezon pierwszy wizyty u specjalisty, trzeba poczekać rok. A gdy już dostaniemy się do lekarza, szybko odkrywamy, że pełny dostęp do serialu o zdrowiu i tak wymaga dodatkowych płatnych odcinków w prywatnym gabinecie. To trochę jakby Netflix kazał płacić osobno za finałowy odcinek serialu.
służba zdrowia_2

Edukacja – wersja podstawowa to za mało

Edukacja? Formalnie w cenie abonamentu. Ale rodzice wiedzą, że wersja podstawowa to zbyt mało, więc muszą inwestować w korepetycje, dodatkowe zajęcia, materiały. Bo choć serial wciąż się toczy, scenografia się sypie, a aktorzy – nauczyciele – grają z pasją, to budżet produkcyjny państwa jest coraz mniejszy.

Brak personalizacji: „Weź, co Ci dajemy”

Różnica polega na tym, że Netflix chyba czasem pyta, co chcesz oglądać, bada trendy, dostosowuje ofertę. Państwo działa inaczej: nie pyta, tylko decyduje. Zamiast Sprawdź, co polecamy dla Ciebie, mamy raczej Weź, co Ci dajemy – i się ciesz, że w ogóle coś jest.

Egzekucja płatności

A abonament? Cóż, w przeciwieństwie do Netfliksa, tutaj nie grozi Ci tylko blokada konta. Tu mechanizm jest znacznie bardziej dopracowany: nie zapłacisz, to urząd znajdzie Cię szybciej niż algorytm reklam w telefonie.

Mikropłatności państwowe

Najbardziej irytujące jest to, że tak jak platformy streamingowe potrafią testować cierpliwość widzów, tak państwo potrafi testować cierpliwość obywateli. Ciągle dokłada się nowych opłat i podatków – niby niewielkich, ale za to coraz liczniejszych. Opłata audiowizualna, opłata mocowa, opłata od plastiku. Wkrótce może pojawi się coś w rodzaju opłaty za oddychanie czystym powietrzem. To wszystko przypomina politykę platform: najpierw płacisz za pakiet, potem okazuje się, że za najlepsze filmy trzeba i tak dopłacić.
polityk-manager

Klient czy poddany?

Najbardziej bolesna różnica polega na tym, że Netflix walczy o klienta – analizuje gusta, pyta, podsuwa propozycje. Państwo natomiast klienta nie ma – ma poddanego. Nie interesuje się tym, co obywatel chciałby oglądać. Władza nie podsuwa treści dopasowanych do Ciebie, tylko wciska do katalogu to, co akurat uzna za stosowne. A gdy obywatel próbuje narzekać, słyszy: Skoro płacisz, powinieneś się cieszyć, że w ogóle coś jest.

Porównanie na chłodno

Państwo jak Netflix? Owszem. Z tym że Netflix czasem daje coś nowego i wartościowego. A państwo coraz częściej przypomina serwis, który mimo rosnących opłat ubożeje w treści. I tylko jednej opcji brakuje w tej subskrypcji: anuluj w dowolnym momencie.

Kto płaci, ten wymaga

I właśnie w tym tkwi sedno problemu. Obywatel nie jest klientem, a powinien nim być. To on finansuje produkcję, to z jego kieszeni idzie budżet na cały repertuar usług publicznych. Skoro więc płaci, ma prawo oczekiwać jakości, przejrzystości i możliwości wyboru. Władza lubi mówić, że to nasze państwo. Ale w praktyce często zachowuje się tak, jakby była właścicielem platformy, a nie tylko administratorem powierzonych jej środków.

Demokracja to my

A przecież w demokracji to my powinniśmy być producentami – tymi, którzy decydują, co wchodzi do katalogu. Politycy są jedynie wykonawcami, aktorami wynajętymi na kontrakt, który łatwo można skrócić, jeśli nie spełniają oczekiwań. To my, obywatele, płacimy abonament i mamy prawo wymagać. Bo inaczej będziemy skazani na wieczne oglądanie kiepskich powtórek w coraz wyższej cenie. Początek formularza

Grzegorz Bebłowski

Doświadczony ekspert w dziedzinie zamówień publicznych, działający w branży od 2007 roku. Jako pełnomocnik Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, przyczynił się do istotnych zmian legislacyjnych, co zostało docenione medalami i wyróżnieniami. Posiada solidne wykształcenie prawnicze i ekonomiczne z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Jako biegły sądowy i członek Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych, publikuje artykuły i bierze udział w debatach branżowych, dbając o najwyższe standardy etyczne w swojej pracy.

Zapraszam do kolejnych felietonów:

Przewijanie do góry