Polityka w social mediach: czy rządzący mówią do nas, czy do algorytmu?

Najnowsze felietony


Państwo jak Netflix: abonament obowiązkowy, treści coraz mniej


Zmniejszenie liczby posłów i senatorów – czy Polska potrzebuje aż tylu parlamentarzystów?


Potrzeba edukacji społecznej – lekcja, której ciągle nie odrobiliśmy


Dwukadencyjność samorządowców – zagrożenie dla demokracji i lokalnej kontroli społecznej

Polityka w social mediach: czy rządzący mówią do nas, czy do algorytmu?

Jak algorytmy zmieniają rozmowę o polityce

Podczas redagowania ostatniego felietonu, a przede wszystkim z obserwacji wpisów polityków na portalach społecznościowych, zacząłem się zastanawiać, czy rządzący mówią do nas, czy raczej do algorytmu.

Od kiełbasy wyborczej do krótkich filmików

Kiedyś polityk musiał przekonać wyborcę słowem, czynem albo – w ostateczności – kiełbasą wyborczą. Dziś wystarczy, że przekona algorytm. To on decyduje, czy ministerialny post trafi do szerokiej publiczności, czy też zginie w czeluściach internetu, przykryty filmikami z kotami i memami o teściowej.

Bitwa o lajki zamiast rozmowy

Patrząc na profile polityków w social mediach, można odnieść wrażenie, że ich głównym rywalem nie jest opozycja, tylko TikTok. Bo jak inaczej wytłumaczyć nagłe zainteresowanie krótkimi filmikami z tańcem, ujęciami z drona i uśmiechami szerszymi niż wachlarz obietnic wyborczych? To nie jest już rozmowa z obywatelem – to bitwa o lajki, serduszka i zasięgi.

Algorytm nagradza emocje, nie argumenty

Problem w tym, że algorytm nie pyta o treść. On nagradza emocje, skrajności i prostotę przekazu. Im bardziej krzykliwe hasło, tym większa szansa, że dotrze do ludzi. W ten sposób poważne kwestie gospodarcze zamieniają się w kolorowe grafiki, a reforma systemu zdrowia w mem o najlepszej opiece w Europie. Dyskusja? Za długa. Analiza? Nudna. Lepiej wstawić gif z uśmiechem i hasztagiem #sukces.

Czytaj też: Państwo jak Netflix: abonament obowiązkowy, treści coraz mniej

Gdy algorytm staje się rozmówcą

Politycy coraz rzadziej mówią więc do obywateli, a coraz częściej – do algorytmu. Algorytm jest cierpliwy, nie zadaje trudnych pytań i zawsze nagrodzi za odpowiednią dawkę kontrowersji. Tylko że algorytm nie chodzi do sklepu, nie płaci podatków i nie zastanawia się, jak przeżyć od pierwszego do pierwszego. To my, zwykli obywatele, zostajemy z tą mniej instagramową częścią rzeczywistości.

Demokracja jako wyścig o zasięgi

I tak oto demokracja zamienia się w wyścig o zasięgi. Obywatel staje się lajkiem, a jego głos – reakcją pod postem. Polityka w social mediach to już nie rozmowa, tylko casting: kto zrobi lepsze wideo, kto ma mocniejszy hashtag, kto lepiej zatańczy do popularnego utworu.

Czy da się rządzić jak na TikToku?

Pytanie tylko, czy państwo da się rządzić tak, jak prowadzi się profil na TikToku. Bo o ile algorytm można oczarować, to obywatela – prędzej czy później – i tak dopadnie rzeczywistość, której nie da się przefiltrować.
grzegorz_bebłowski_komunikacja_2000x2000

Jak algorytmy zmieniają rozmowę o polityce

Dziś polityka w social mediach nie dzieje się w próżni: algorytmy uczą nas określonych reakcji i preferują treści wywołujące silne emocje, co potwierdzają badania nad tym, jak systemy rekomendacji kształtują uczenie społeczne oraz odbiór treści.

Zasięgi polityki wśród młodszych odbiorców

Po pierwsze, użytkownicy – zwłaszcza młodsi – regularnie stykają się z przekazem politycznym na TikToku, Instagramie czy Facebooku, a politykę „wnoszą” tam zarówno partie, jak i twórcy. Przykładowo, w USA niemal połowa użytkowników TikToka przyznaje, że widzi tam przynajmniej część treści politycznych; jednocześnie ponad połowa dorosłych deklaruje, że czasem czerpie wiadomości z mediów społecznościowych.

Sprzężenie zwrotne zaangażowania

Po drugie, algorytmy oparte na zaangażowaniu (lajkach, komentarzach, udostępnieniach) tworzą sprzężenie zwrotne: im silniejsza reakcja, tym większa widoczność – a to może promować kontent skrajny lub kontrowersyjny. Modele i analizy ekonomiczne wskazują tu wyraźny trade‑off między zaangażowaniem a dobrostanem użytkowników (w tym ryzykiem dezinformacji i polaryzacji).

Toksyczność w momentach napięć

Po trzecie, w okresach napięć politycznych rosną interakcje z „toksycznymi” treściami, co opisują świeże badania kampanii wyborczych.

Konsekwencje dla demokracji i obywateli

To dlatego polityka w social mediach bywa nagrodą za emocje, a nie za argumenty. Algorytm nie płaci podatków, ale skutecznie rozdziela uwagę – często wzmacniając skrajności i trolle. Dlatego decyzje platform (polityki moderacji, „wyjaśnij dlaczego to widzę”) mają realny wpływ na debatę publiczną.

Podsumowując-zasięgi nie zastąpią rozmowy

Zasięgi mogą wygrać dzień, ale rozmowa z wyborcą wygrywa przyszłość. Jeśli politycy chcą mówić do ludzi, a nie do algorytmu, muszą łączyć klarowność przekazu z odpowiedzialnością i gotowością do dialogu – również poza kamerą.

Grzegorz Bebłowski

Doświadczony ekspert w dziedzinie zamówień publicznych, działający w branży od 2007 roku. Jako pełnomocnik Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, przyczynił się do istotnych zmian legislacyjnych, co zostało docenione medalami i wyróżnieniami. Posiada solidne wykształcenie prawnicze i ekonomiczne z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Jako biegły sądowy i członek Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych, publikuje artykuły i bierze udział w debatach branżowych, dbając o najwyższe standardy etyczne w swojej pracy.

Zapraszam do kolejnych felietonów:


Państwo jak Netflix: abonament obowiązkowy, treści coraz mniej


Zmniejszenie liczby posłów i senatorów – czy Polska potrzebuje aż tylu parlamentarzystów?


Potrzeba edukacji społecznej – lekcja, której ciągle nie odrobiliśmy


Dwukadencyjność samorządowców – zagrożenie dla demokracji i lokalnej kontroli społecznej

Przewijanie do góry