Wiecznie zajęci: Dlaczego permanentnie spóźniamy się na własne życie?
Kiedy polityka staje się teatrem, a obywatele widzami, największą cenę płaci państwo. Przeczytaj felieton o tym, jak polityka emocji niszczy reformy.
Kiedy polityka staje się teatrem, a obywatele widzami, największą cenę płaci państwo. Przeczytaj felieton o tym, jak polityka emocji niszczy reformy.
Kiedy polityka staje się teatrem, a obywatele widzami, największą cenę płaci państwo. Przeczytaj felieton o tym, jak polityka emocji niszczy reformy.
Polska kultura narzekania ma się świetnie. Dlaczego tak łatwo analizujemy porażki, a nie potrafimy cieszyć się z sukcesów? Przeczytaj nowy felieton.
Zmęczenie codziennym spektaklem politycznym nie wynika z ideologii, ale z braku skuteczności państwa. Polityka, zamiast rozwiązywać problemy, zaczęła je mnożyć. Dlaczego decyzje zastąpiono konferencjami prasowymi, a merytoryczne zarządzanie ustąpiło miejsca walce o wizerunek? Czas na radykalne rozdzielenie polityki od profesjonalnego rządzenia.
Jeszcze niedawno duma narodowa opierała się na micie zaradnego Polaka. Dziś ten sam Polak dzień zaczyna od sprawdzenia, czy należy mu się kolejna tarcza. Kiedy pomoc w kryzysie zamieniła się w systemowe uzależnienie i dlaczego zamieniamy społeczeństwo obywatelskie na społeczeństwo petentów?
Prawo zamówień publicznych miało chronić finanse, ale w ochronie zdrowia coraz częściej staje się barierą między lekarzem a pacjentem. Zdrowie nie czeka na termin składania ofert, a PZP nie zna pojęcia „pilności medycznej”. Dlaczego przepisy stworzone dla betonu i asfaltu próbują regulować życie i śmierć?
W polskiej ochronie zdrowia pieniądze kończyły się zawsze za wcześnie, a chorzy pojawiali się zawsze za późno. To jedyny system, który od lat funkcjonuje w trybie awaryjnym. Diagnozujemy, dlaczego zamiast reform dostajemy „kroplówki” i biurokrację.
W zdrowym państwie prawo jest jak infrastruktura – ma działać, a nie robić wrażenia. U nas jest odwrotnie. Proces legislacyjny przypomina spektakl, w którym eksperci są zbędnym dodatkiem, a ustawy powstają w emocjach jak odpowiedź na ankietę na Twitterze. Oto diagnoza polskiej choroby legislacyjnej.
„Wszystko drogie!” – to zdanie słychać wszędzie. A jednak parkingi w galeriach pękają w szwach. Czy narzekanie na ceny stało się naszą nową tożsamością? Felieton o tym, jak zgubiliśmy proporcje.
Polska scena polityczna przypomina ring, gdzie wygrywa ten, kto głośniej krzyczy. Zamiast idei mamy festiwal złośliwości, a dialog zastąpiły memy. To zapaść kultury politycznej, która odstrasza mądrych ludzi i zamienia państwo w żenujący kabaret. O tym, dlaczego przestaliśmy ze sobą rozmawiać.